Szczygieł // Donna Tartt

Dużo dobrego o Donnie Tartt czytałam, ale non stop było nam ze sobą nie po drodze. A później zobaczyłam jak dobra koleżanka na Instagramie bardzo ją poleca, i pomyślałam: jak nie teraz, to nigdy 😊



Z okładki spogląda na nas tytułowy szczygieł. Grzbiet książki jest wielki, ona sama – koszmarnie ciężka. Ładnie wydana, zupełnie nie nastraja do nocnych posiadówek w łóżku. Tak to jest, jak człowiek przyzwyczaja się do dobroci czytnikowych. Nic to jednak – pierwsza strona, druga strona, kurczę – myślisz sobie, o co tu chodzi, kiedy wydarzy się >to coś< co zmieni bieg historii? Pytać koleżanki, kiedy, czy nie. O co chodzi z tym Borisem?? Dużo pytań odpowiedzi nieco mniej…


Theo Decker trudem ratuje się z wybuchu. Z ruin muzeum wykrada niewielki, dziwnie fascynujący obraz. Ulubiony obraz swojej matki, którą w tym zamachu stracił. Szczygieł zostaje towarzyszem dziecka, nastolatka a później dorosłego mężczyzny, jakim staje się Theo na przełomie lat. Obraz podróżuje z nim od ekskluzywnych apartamentowców przy Park Avenue, po rozpustę w Las Vegas. Przez Amsterdam, Nowy Jork, bardziej czy mniej ciemne zakątki antykwariatów. Obraz ten w dość szybki sposób z „daru od losu” staje się źródłem problemów chłopaka, który ściągnie na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo.


Autorka działa na czytelnika słowem. Kilkoma sklekoconymi w jedno zdanie słowami, które za pierwszym czytaniem może do nas nie docierają. Może wydaje się nam, że nie mają większego sensu, są tylko bredniami, które mają jakiś sens, ale żadnego konkretnego. Tak szybko jak weszły do głowy, tak zaraz z niej wylecą. Tyle, że tutaj niekoniecznie to działa.

Wielki smutek, który dopiero teraz zaczynam pojmować: nikt nie wybiera własnego serca. Nie możemy zmusić siebie do tego, żeby chcieć czegoś, co dobre dla nas lub dla innych ludzi. Nie wybieramy tego, jacy jesteśmy.


Wielokrotnie później pisałam do Marty, która zachęciła mnie do czytania, Marta!! Tu się nic nie dzieje!! Powiedz mi, dlaczego ja to wciąż czytam (mimo wszystko). Odpowiedzi sensownej nie dostałam, oprócz: czytaj dalej!!! No to czytałam, bo było mi głupio ją odłożyć. Bo była ładnie zrobiona i to jest aspekt, na który ja bardzo często zwracam uwagę (i się tego nie wstydzę). Rzeczywiście, w pewnym momencie w końcu coś zaczęło się dziać.


To, co napisałam wyżej to stek narzekań. Może to spotkanie moich wyobrażeń z rzeczywistością. Może spodziewałam się fajerwerków, zwrotów akcji zabierających dech w piersi…? Okej, bo wyjdzie, że mi się nie podobało. Chodzi mi w swoim wywodzie 😊 o to, że to nie jest typowa książka akcji. A jak się patrzy na objętość i myśli (po fakcie?) że to tylko rozważania autorki w ciele bohatera o życiu, o tym paskudnym losie który postanowił sobie z Theo zrobić żarty, to nuta wątpliwości ma prawo się pojawić.


Theo stracił matkę a wraz z nią dotychczasowe życie. Mimo że nie usłane różami, z wieloma kłopotami (rodzinnymi) to jednak jego rzeczywistość miała jakieś ramy. Codzienność była ustalona, szkola, lekcje, spacery i wycieczki z mamą. Tata co to odszedł i słuch po nim zaginął. A pewnego dnia los postanowił się z nim zabawić i wywracając jego życie o 180 stopni zmienił wszystko. Na lepsze? Gorsze? Na pewno w życiu Theo zaszło wiele zmian a obraz, w którego posiadanie wszedł, nie ułatwił mu tego. Był jednocześnie odskocznią, przenośnym poczuciem bezpieczeństwa, a jednocześnie kulą u nogi sprawiającą kłopoty. Przeprowadzka do dawno niewidzianego ojca, poznanie Borisa… i dalsze wypadki na pewno były po coś. By zdać sobie sprawę z kruchości zycia, docenić ludzi którzy swoją obecnością robią wiele, a przede wszystkim- by lepiej poznać siebie. Aż tyle.


„Szczygieł” to poruszająca opowieść o losie, życiu, stracie, próbach pogodzenia się z nią, odnalezienia się w nowym zyciu, o zaufaniu samemu sobie, o sprawczości własnych decyzji, o sumieniu, dobrych i złych decyzjach które najczęściej wynikają z obecnej sytuacji (często niezależnej od nas samych). Opasłe tomisko, brak akcji ale rozbrajające, łamiące serce przemyślenia, wydarzenia i wspaniali, kochani bohaterowie. Oraz mały piesek, maltańczyk, który totalnie rozbroił moje serce. Marsz, do czytania! 😊

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top