„Zakochany Dracula” Karen Essex

Posted on
in 52BookChallenge2019

Klasyczna XIX-wieczna powieść gotycka Brama Stokera „Dracula” opowiada o walce dobra ze złem – o grupie ochotników rzucających wyzwanie hrabiemu Draculi, wampirowi z Transylwanii, skąd przenosi się do Anglii w poszukiwaniu nowych ofiar. Książka Karen Essex „Zakochany Dracula” jest jej uwspółcześnioną wersją, swobodnie naśladującą fabułę poprzednika i odkrywającą przed czytelnikiem erotyczne podteksty oryginalnego dzieła. Mroczną, niesamowitą i urzekającą opowieścią o nieśmiertelnej miłości i opętaniu. 

Wampiry. Z czym Wam się kojarzą? Najczęściej, niestety pierwszym, co przychodzi nam na myśl staje się „Zmierzch” lub coś podobnego. Sięgnijmy jednak do klasyka, „Draculi”, który nie iskrzył się w słońcu, i który nie mógł wychodzić kiedy świeciło słońce. Wprawdzie książki napisanej przez Brama Strokera nie czytałam (choć wyraziłam taką chęć, okazało się, że biblioteka ma na ten temat inne zdanie, bo oczywiście książki nie było), jednak zamierzam to nadrobić.

Okładka znowu przyciąga moją uwagę. Lekko dystyngowana, trochę mroczna, oddaje charakter powieści. Główną bohaterką książki jest Mina Murray, dwudziestodwuletnia cnotka ponad miarę. Jest pracownicą w szkole dla kobiet, gdzie młode dziewczęta uczą się dobrych manier i etykiety. Sama, będąc kilkunastoletnią dziewczyną, trafiła tutaj, gdy jej rodzice zaczęli się o nią „bać”, a wszystko przez nocne lunatykowanie, które w tamtych czasach było brane niemal za chorobę psychiczną. 
Narracja pierwszoosobowa sprawia, że mamy lepszą możliwość „wżycia” się w historię, czujemy to, co czuje główna bohaterka, poniekąd sami stajemy się bohaterami powieści. 
Mina „cierpiała” na zbyt realistyczne sny, w których to wpadała w opresję, z której to każdorazowo ratował ją tajemniczy dżentelmen w cylindrze. Pomimo, iż kobieta miała narzeczonego, czasem w te sny wkradały się elementy erotyki, z którymi to nasza bohaterka nie wiedziała „jak się obchodzić”, bo przecież bała się, że uznają ją za chorą. 
Co, jeśli tajemniczy dżentelmen w cylindrze nie jest tylko senną zjawą? Co, jeśli te wszystkie sny, które ma od dzieciństwa, są jego sprawką? Co się stanie, kiedy dotąd uporządkowane życie trafi szlag?
Przyznam szczerze, że to pierwsza książka w której akcja dzieje się w dziewiętnastym wieku, którą przeczytałam. Poza tym nie rozumiem, dlaczego wiele osób z mojego otoczenia dosyć sceptycznie podeszło do tego, iż jednak mimo wszystko lubuję się w tematyce wampirycznej. 
„Zakochany wampir” to przyjemna książka. Nie mogę ocenić podobieństwa tego, co napisała pani Karen do oryginału napisanego przez Brama Stokera, jednak jeżeli ta książka jest na tak dobrym poziomie nie wątpię, że oryginał jest milion razy lepszy. Muszę po niego sięgnąć, a kiedy to zrobię na pewno podzielę się swoją opinią.
I tak apropo, są tu jacyś wielbiciele wampirów, oczywiście takich „prawdziwych”? 🙂 

„Zapasy z życiem” Eric Emmanuel Schmitt

Posted on
in 52BookChallenge2019
Eric-Emmanuel Schmitt znany jest, przynajmniej mnie, dzięki „Oskarowi i pani Róży”, którą szczerze uwielbiam. Może pokusiłabym się nawet o porównanie „Oskara…” do „Małego Księcia” choć nie wiem, czy nie jest to zbyt odważne porównanie. Wracając jednak do tematu. „Zapasy z życiem” opowiadają krótką historię (bo zaledwie siedemdziesiąt  kartek) Juna, zbuntowanego nastolatka żyjącego na ulicach Tokio. Żyje z dala od rodziny, nie mówi o niej, praktycznie nie wiemy, przez pewną część książki, co się z nią stało. Codziennie mija na ulicy mistrza sumo, który to powtarza, że „widzi w nim grubego gościa”. Młody chłopiec nie wie, co to znaczy, jednak dzięki uporowi mistrza Jun odkrywa w sobie siłę, inteligencję. Zaczyna wierzyć w siebie i w swoje możliwości, powoli rozumie znaczenie „grubego” choć pozornie „chudego” gościa. 
Nie wiem, co mogę  o tym powiedzieć, bo szczerze… to jakoś nie wywarła na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Krótka opowiastka o wierze w samego siebie, o tym, że nie wolno się poddawać… i że inni mają ciężej od drugich. Jeżeli ktoś lubi tego typu historię, polecam sięgnąć. Choć inne książki tego autora przypadły mi do gustu (właśnie np. „Oskar i pani Róża”) czy inne, to jednak ta.. zupełnie nie trafia w moje gusta, choć naczytałam się o niej dobrych opinii. 

ERIDO.PL czyli raj dla książkoholików

Posted on
in 52BookChallenge2019
Czy są na sali e-bookowicze, spragnieni nowości na swoich czytnikach? Podnieście rękę, jeśli tu jesteście, a najlepiej zostawcie po sobie znak. Chciałam bowiem ogłosić, iż w tym tygodniu, a dokładnie we wtorek, czyli wczoraj, została otwarta nowa księgarnia e-bookowa ERIDO.PL
Cóż powiedzieć, ERIDO.PL to strona stworzona dla książkoholików, maniaków czytania, którzy swoje czytniki mają non stop przy sobie i nie mogą się oderwać od czytania. (Jesteście tu? Tak, to do Was, kochani!). Nie ukrywajmy: w czasach, kiedy jesteśmy zagonieni, czytniki to świetna sprawa. Nie musimy targać ze sobą niezaliczonej ilości tomisk, wystarczy tylko urządzenie, które jest naszą biblioteką, którą możemy wziąć dosłownie wszędzie. Tym samym, jadąc rano do pracy/szkoły/na uczelnię możemy sobie zająć czas, zajadając kolejne strony naszych ulubionych książek.
Strona internetowa księgarni jest czytelna – mamy podział na kategorie, wedle których możemy szukać książek, możemy również wpisać frazę, i według niej też będzie dało się wyszukać interesujący nas tytuł. Dzięki ERIDO.PL mój e-book ma szansę wrócić do łask. Bo przecież jak za miesiąc zacznie się rok akademicki, to niekoniecznie będzie mi się chciało tachać dodatkowe książki w torbie, prawda?
Zapraszam więc wszystkich serdecznie… Książkoholicy, ERIDO.PL to strona stworzona idealnie dla nas, nie sądzicie? 🙂

„Księgarenka w Big Stone Gap” Wendy Welch

Posted on
in 52BookChallenge2019
Biję się w pierś. Znów oceniłam książkę po okładce. A może po prostu najpierw w Internecie zakochałam się w okładce, co przyczyniło się do tego, że kilka dni później buszując po Matrasie stwierdziłam, że tak, powinnam ją nabyć bo mi się spodoba. Wcześniej widziałam recenzje u Tirindeth i Varia Czyta i odhaczyłam ją sobie na liście must read.
Będąc małym brzdącem, kiedy pytali się mnie, kim chciałabym być w przyszłości, odpowiadałam, że kelnerką (nie pytajcie, czemu, sama tego nie wiem). Z biegiem lat, kiedy okazało się, że czytanie wciągnęło mnie w swoje szpony, przy odpowiedzi na takie samo pytanie, zastanawiałam się dłużej. Aż w końcu odpowiadałam, że chciałabym pracować w księgarni, albo bibliotece. Bo wiesz, dziadziuś, mogłabym czytać pracując, lub pracować czytając. Jeżeli, drogi czytelniku, też kiedyś myślałeś o tym, by zostać w branży książkowo-czytelniczej, „Księgarenka w Big Stone Gap” jest stworzona idealnie dla ciebie.
Co najlepsze, cała książka jest oparta na faktach, bo to właśnie autorka, Wendy Welch i jej mąż, Jack, pewnego dnia stwierdzili po prostu, że właśnie nadszedł czas by spełnić swoje marzenie i otworzyć Księgarenkę. Pochłaniając kolejne strony książki, miałam wrażenie jakbym była tam na miejscu, przyglądała się wszystkiemu z boku a czasem nawet po prostu wchodziła tam do tej księgarenki i napawała się widokiem, atmosferą, która tam panowała.

Miłość wyrażana za pomocą starannie dobranej książki pozostaje, podobnie jak wspomnienie mądrości, jaką ta książka wniosła.

Mimo, że ich życie nie było idealne, że czasem brakowało im pieniędzy, że żywili się konserwami, udało im się spełnić marzenie posiadania swojego kąta. Tuż nad Księgarenką, na drugim piętrze znajdowało się ich mieszkanie, które z czasem, jak mówi sama autorka, stało się przedłużeniem księgarni, kiedy książek zaczęło przybywać.
Wydaje mi się, że „Księgarenka w Big Stone Gap” jest swoistego rodzaju biblią książkoholika, bo opowiada o tym, co drzemie w naszych sercach: o miłości do książek, do ludzi, których dzięki książkom poznajemy i co najważniejsze, pokazuje, że zawsze, niezależnie od sytuacji warto próbować dążyć do marzeń. Bo nie ma niczego piękniejszego od uczucia spełnienia, w wypadku autorki – prowadzenia własnej, wymarzonej i wyśnionej księgarni.

Jeden z większych paradoksów życia wyraża się w tym, że choć mamy bardzo mało czasu, by robić to, co chcemy, bardzo podoba nam się to, co robimy.

Dlatego Księgarenkę polecam każdemu.

Fanpage na facebooku, zapraszam 🙂

„Zakochać się” Cecelia Ahern

Posted on
in 52BookChallenge2019

Główną bohaterkę poznajemy w dosyć specyficznym momencie. Jak to na bohaterkę książkową przystaje, pojawia się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Jakby wiedziała, że jakiś szaleniec chce skoczyć z mostu, a ona musi go uratować. Otóż, okazuje się, że nasze życie rządzi się przypadkami, nawet, jeśli udajemy, że nie zwracamy na to uwagi.

Przypadkowo więc Christina ratuje Adama z opresji. Mimo jego woli, bo przecież chciał ze sobą skończyć i wcale nie czuł się dobrze z tym, że jakaś wariatka się go uczepiła i błagała, by tego nie robił. Zupełnie tak, jakby się mną przejmowała, możnaby pomyśleć. Otóż. Christine się przejmowała. Ponieważ nasza bohaterka lubiła troszczyć się o życia innych, w swoim mając… totalny rozgardiasz. Ale nie o tym.
Christina wymusza na Adamie obietnicę: jeśli do jego urodzin pokaże mu, że życie jest piękne, on nie popełni drugi raz tej próby. Jeśli jednak się jej nie uda, a Adam nie odkryje tego cudu życia, o którym tak wszyscy mówią, raz na zawsze ze sobą skończy. Ale jak to tak, dać człowiekowi zginąć, samemu? Bez mniejszego problemu? Przecież tak się nie robi.
Christina postanawia dać z siebie wszystko. Czasem może się wydawać, że się narzuca, jest nadopiekuńcza, prawda jest jednak taka, że po prostu się troszczy. I, w międzyczasie odkrywa, że tony poradników, które ma na swoich półkach, jakoś niezbyt odnoszą się do prawdziwego życia (ups!). Można powiedzieć, że jest ich fanatyczką, bo na przestrzeni całej powieści wydaje mi się, że jedynym zdaniem, które powtarza się najczęściej to „w poradniku takim i takim”.
Okazuje się jednak, że nic nie jest takie, jak o tym piszą. Miała pokazać Adamowi piękno życia. Tyle, że Adam tego piękna nie zauważa. Zdradziła go narzeczona. Jego ojciec jest chory. Wszystko idzie nie tak, jak trzeba. Jak tu nie zwariować?
Autorka, którą znamy w większości z „P. S Kocham Cię” wtedy skradła moje serce. „Zakochać się” wielokrotnie widziałam na półkach w sklepie, jednak nie czułam tej więzi, że o kurczę, muszę to mieć. Książkę jednak dostałam, w prezencie… I, no nie ukrywajmy, nie jest to nic górnolotnego, czegoś co każdy musi przeczytać, ale… Na wakacyjny wieczór, czy pobyt na piaszczystej plaży w sam raz. Polecam więc. 
Jeszcze mała dygresja odnośnie tytułu – ja po prostu zwariuję. Serio. Widzę tytuł amerykański How To Fall In Love i patrząc na ten polski, to mnie ciarki zalewają. Czy naprawdę raz nie mogłabym być z tłumaczenia zadowolona? Niet.
Ażeby się zareklamować, zapraszam wszystkich fejsbukowiczów na stronę Myśli-Zaczytanej.


„Czerwone Gardło” Jo Nesbø

Posted on
in 52BookChallenge2019
Niezbyt potrafię opowiadać o książkach, które mi się podobają, bo chwalenie ich po prostu nie wydaje mi się być wystarczającą promocją. Jo Nesbø polubiłam za styl, który sprawiał, że kartki chłonęłam jedna za drugą i nim się spostrzegłam, byłam w połowie (albo gorzej, na końcu). 

Harry Hole jest dosyć specyficznym śledczym. W „Czerwonym gardle” stara się odstawić alkohol, próbuje wrócić do normalnego (w miarę) życia. Żebyśmy się nie zanudzili, ani żeby nie zanudził się główny bohater, w jego życiu dzieją się rzeczy, które trudno jest przyjąć na trzeźwo. I tu zatacza się koło.

W międzyczasie okazuje się, że morderca jest – mimo stanowczych działań policji – krok przed nimi. Nie wiem, czy jest to tylko moje wrażenie po przeczytaniu tej części przygód Harry’ego Hole’a , ale momentami dostawałam przebłysków świadomości odnośnie tego, kto za tym stoi. Pewnie, wiem więcej niż policjant, to przede mną niejako rozgrywa się ta historia, tyle że… 
Nie chcę nikogo źle oceniać, bo nie to jest moim zamysłem. Wydaje mi się jednak, że tak jak w poprzednich częściach i tej, którą przeczytałam po tej, to wszystko było owiane jakąś większą tajemnicą. Tu, wydawało mi się, jakby policjanci krążyli w kółko, nie mogąc niczego znaleźć. Jednak – jak mówię – może być to tylko i wyłączne moje odczucie.
Mimo wszystko darzę sentymentem Jo Nesbø, więc sięgnę z wielką chęcią po kolejne części, a Wam tą i pozostałe polecam z całego serca. Oceniam na : 4/5

Ogólnie rzecz biorąc to chciałam przeprosić za moją niemal miesięczną nieobecność. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, iż odbywałam praktyki, a że musiałam dojeżdżać, tak całe dnie mi na tym schodziły. Jest mi smutno, że już je skończyłam, ale mam nadzieję, że dzięki temu wrócę do częstotliwego pisania – bo z czytaniem jak na razie dobrze mi idzie. Pozdrawiam! 🙂