Category posts: thriller

PRZEDPREMIEROWO Muszę to wiedzieć // Karen Cleveland

Posted on - in thriller
 
Vivian Miller to kochająca matka czwórki dzieci, szczęśliwa żona idealnego ojca i męża, a w końcu analityczka CIA, zajmująca się rozpracowywaniem rosyjskich szpiegów w Stanach Zjednoczonych. Kiedy ją poznajemy, okazuje się, że los trochę sobie zadrwił i na tym komputerze, co go przeszukiwała, znalazła coś czego nie była powinna zobaczyć. Jedna informacja sprawia, że ziemia się pod nią ugina, plecy zalewa pot, a w głowie bębni tylko „co robić?”.
 
Opis na okładce, tak samo jak polecenia innych poczytnych i znanych autorów obiecują, że to „thriller, który zachwyca”, że „chwyta za gardło” i że „z przyjemnością przeczytają to wszyscy, którzy lubują się w powieściach szpiegowskich”. Tak sobie przez moment pomyślałam, czy my czytaliśmy tą samą książkę? 😉
 
Jednocześnie chciałam w tym momencie zapewnić, że to nie tak, że „Muszę to wiedzieć” mi się nie podobało. Była to bardzo fajna książka przy której spędziłam mile czas (w końcu przeczytałam ją w jeden dzień), tyle, że na pewno nie nazwałabym jej thrillerem, a to z kilku powodów. Po jej lekturze dochodzę do wniosku, że ten cały wielce opiewany thriller i cała ta zagwozdka z CIA, tym, że ona tam pracuje, że odkryła takie a nie inne informacje to jedynie jakby tło do tego, co działo się naprawdę. Rozterki kobiety, która jakby nie było straciła wszystko to w co wierzyła i dotąd temu ufała, problemy rodzinne wynikające z takiej a nie innej decyzji – to był temat wiodący w książce prym.  Ten cały thriller, suspens to było jedynie tło które pozwalało nam zajrzeć do głowy bohaterki i zobaczyć jak reaguje organizm człowieka kiedy dochodzi do takich a nie do innych wydarzeń.
 
Cały ten suspens z kolei wydaje mi się nieco zaniedbany – to znaczy serio spodziewałam się jakiejś super szpiegowskiej historii, gdzie będzie można zobaczyć jak pracuje i funkcjonuje CIA i jego pracownicy, a tu w zasadzie cała ta afera (bo chyba tak mogę powiedzieć), te wszystkie problemy bohaterów wynikające z tego, że oni sobie czegoś nie mówili, że śledztwo było prowadzone tak a nie inaczej – większość tego wszystkiego zawierała się w rozmowach między różnymi bohaterami, między Vivian a jej mężem, Mattem, między pracownikami i tak naprawdę tej „pracy” tego zaangażowania jakoś nie widzieliśmy, przynajmniej odniosłam takie wrażenie.
 
Brakowało mi również efektu WOW pod koniec. W sensie, ja się naoglądałam dużo kryminalnych seriali amerykańskich, dużo takich, w których bohaterowie mieli do czynienia z FBI i CIA i spodziewałam się naprawdę jakiejś spektakularnej akcji, konsekwencji, a wszystko to jakoś tak zostało nie wiem, potraktowane jako wypadek przy pracy. I choć kara została poniesiona, jakby trochę inna od tej która można byłoby sobie wyobrazić, to wciąż w głowie snuje mi się myśl, że można to było jakos inaczej ugryźć, to znaczy spróbować bardziej zszokować czytelnika, który liczy na WOW, ale ekstra, nie no naprawdę im dowalili, a nie takiego jakiegoś łagodnego potraktowania spraw.
 
Trudno mi „Muszisz to wiedzieć” ocenić jednoznacznie bo jeśli patrzeć by na nią pod kątem psychologicznych rozterek bohaterów to powiedzmy, że się jeszcze jakoś broni. Dobrze się to czyta, trochę współczuje bohaterom (chociaż ja miałam bardziej minę pod tytułem jak mogłaś się tak dać oszukać) i jakoś to się ze sobą trzyma i z siebie wynika, może być. Jeśli miałabym jednak to wziąć za thriller, tak płomiennie polecany na okładce, to byłabym nim ogromnie zawiedziona bo ani tu suspensu, zakończenia WOW  (trochę przewidywalne) i to jakoś wszystko rozmywa się na obiecankach i nadziei że oto może powieść szpiegowska jakiej dawno na rynku nie było. Tyle, że nadal jej nie ma i ja czekam gorliwie, jak sami autorzy takich książek zaczną oglądać jakieś porządne szpiegowskie seriale i na nich wspierać swoją wiedzę w angażowanie i zaskakiwanie widza bądź czytelnika. Bo tego tutaj mi ogromnie brakuje. Mimo że czytając „Musisz to wiedzieć” dobrze spędziłam czas. Chyba.
 
Premiera książki 6 czerwca 2018 roku. 
 
 

Czwarta małpa (#4MK) // J. D. Barker

Posted on - in thriller

Nie trzeba długo namawiać mnie do czytania kryminałów. Tym razem wystarczyło, że w opisie przeczytałam coś o seryjnym zabójcy i ogólnie byłam kupiona. Co prawda trochę z lekturą książki zwlekałam (co wynikało z moich zaległości książkowych), ale kiedy zobaczyłam, że ktoś już przeczytał, i komentuje i poleca, w obawie, że już zaraz, tuż za rogiem znajdę jakiś straszny spoiler, zabrałam się za czytanie. Skończyłam następnego dnia.
Czwarta Małpa, a właściwie Zabójca Czwartej Małpy (#4MK) to seryjny morderca grasujący w Chicago, z którym policjanci nie są w stanie sobie poradzić. Po pięciu latach nieudanych prób czują się lekko zmęczeni sytuacją. Kiedy więc dochodzi do wypadku, a przy pieszym, który rzekomo wpadł pod autobus znalezione zostaje charakterystyczne pudełko z fragmentem ciała uprowadzonej osoby, nikt nie ma wątpliwości. To on! Gdy okazuje się, że mężczyzna ma przy sobie pamiętnik opisujący jego drogę do tego, kim się stał, gra rozpoczyna się na dobre. Czy policjanci wygrają walkę z czasem i zdążą uratować ostatnią ofiarę? Na to pytanie musicie znaleźć odpowiedź sami 😉
Trochę opinii o tej książce się naczytałam i obawiam się, że większość z nich podzielę – przy tej książce bardzo dobrze spędziłam czas i żałuję, że zrobiłam to tak późno. Autor, J. D. Barker odwalił kupę dobrej roboty, a swoim czytelnikiem bawił się tak samo, jak wymyślony przez niego Zabójca Czwartej Małpy z policjantami. Nic, co przeczytacie nie jest prawdą. Każdy podrzucony trop, choć rzetelny i dający do myślenia to tylko furtka do kolejnych części i etapów historii, w której bohaterowie będą kluczyć, błądzić i się mylić tylko po to, by w końcu gdzieś tam na końcu tunelu znaleźć odpowiedź. Zaskakującą, szokującą i dającą do myślenia.
Merytorycznie nie ma tu czego zarzucić: dialogi w końcu brzmią tak, jak powinny, to jest – można je sobie wyobrazić w życiu codziennym i wcale nie będą kłuły po uszach. Bohaterowie śmieszą, mają problemy, nie są idealni ale starają się zrobić co w swojej mocy, by jak najlepiej rozwiązać nurtującą ich od lat sprawę. W końcu sam autor, podejmując taki a nie inny temat swojej książki – bo można odnieść wrażenie, że ta cała „sprawa”, te „morderstwa” to tylko wierzchołek tego, co chciałby tu poruszyć.
To analogicznie przenosi nas do tytułu książki. Autor, odwołując się do japońskiego przysłowia wyrażanego najczęściej w postaci rzeźb czy obrazów trzech małp zasłaniających sobie, kolejno: oczy („nie widzę nic złego”), uszu („nie słyszę nic złego”) oraz ust („nie mówię nic złego) dodaje tu jeszcze jedną, o imieniu Szizaru, symbolizującą niezgodę na czynienie zła. Stawiając na taki tytuł swojej powieści, daje czytelnikom możliwość domniemywania, o co chodzi mordercy, jakie są jego zamiary, aż w końcu nawet dzięki pamiętnikowi, który wpada w ręce policjantów, możliwości zajrzenia w jego umysł.
Nie chcę mówić, że „musicie” przeczytać, bo zmuszać nikogo nie mam zamiaru. Książka, polecana przez tyle osób, poza oczywiście dobrą promocją (uwielbiam papierową nakładkę na okładkę) broni się samą treścią. Plot twisty, bohaterowie z prawdziwego zdarzenia i w końcu zagadka – taka, jakiej mi długo brakowało 😉
Za przedpremierowy egzemplarz książki dziękuję

Ciemna strona // Tarryn Fisher

Posted on - in dramat, thriller
Książka dotarła do mnie w ramach booktour’u u Claudia_reads_. Sama wiele o niej wcześniej czytałam, ale jakoś nie miałam motywacji by jednak wziąć się za jej lekturę. Czy tego żałuję czy nie, o tym za chwilę.
„Ciemna strona” opowiada historię trzydziestotrzyletniej popularnej pisarki Senny Richards, która w dniu swoich urodzin budzi się uwięziona w obcym domu. Nie wie, skąd się tu wzięła, gdzie jest i kto za tym stoi. Szybko okazuje się, że aby się uwolnić musi sięgnąć do swojej przeszłości ale również odczytać pozostawione przez porywacza wskazówki. Senna uświadamia sobie, że bierze udział w dość niebezpiecznej i wyrafinowanej grze. A wyzwolenie może przynieść jej jedynie prawda.
Niewątpliwym plusem tej książki jest to, że jak się ją zacznie czytać to tak naprawdę trudno powiedzieć sobie „na dziś wystarczy”. I w zasadzie chyba to jest dla mnie najlepszą zaletą książki, bo im dalej w las…
Lubię książki, które zostawiają trochę niedopowiedzenia. W znaczeniu, ze autorka nie wszystkie karty daje na stół i czytelnik musi sam dedukować, jeśli chce się dowiedzieć czegoś więcej. Pomysł na porwanie, to, że Senna i druga osoba, która jest z nią uwięziona nie wiedzą, jak zostali tu przetransportowani naprawdę mi się spodobał, bo w zasadzie dzięki temu byliśmy z bohaterami na tym samym poziomie, wiedzieliśmy tyle, ile wiedzieli oni. Tyle, że później niedorzeczność goniła niedorzeczność, to, co się tam działo i to, że nikt nie reagował, nie próbował uciec, to mnie doprowadzało do szału.
Mniej więcej tak samo, jak główna bohaterka, Senna, która była tak irytująca, że wielokrotnie miałam ochotę nią jakoś porządnie potrząsnąć, żeby się opamiętała. Niestała w uczuciach, odtrącająca każdego, kto tylko się do niej zbliżył, kto chciał jej pomóc i być w pewnego rodzaju oparciem. Wiem, że wiele z tego wynikało z jej przeszłości, bolesnych sytuacji i wydarzeń, ale na litość, ma trzydzieści trzy lata, chodzi na terapię i jakoś powinna sobie z tym razić a nie dziwić się, że o, ten z nią nie chce rozmawiać, ten ma jej dosyć, bo jakby… każdy miałby takiej osoby dość. Trochę mi jej było w pewnych momentach żal, wtedy kiedy na przykład wpadała na jakąś oczywistą oczywistość i uważała, że wow nikt na to wcześniej nie wpadł, nie mniej szalę przeważyło jej marudne, niepocieszone usposobienie, i jakoś po prostu miłością do niej nie zapałałam. 

Jesteśmy pożerani przez własną śmiertelność. Niektórzy ludzie jedzą zdrowo i uprawiają sport, żeby przedłużyć sobie życie, inni piją i biorą narkotyki, rzucając wyzwanie losowi. Są też tacy, którzy próbują całkowicie ignorować swoją śmiertelność, ponieważ się jej boją.

Mimo zaskakującego zakończenia wiele w „Ciemnej stronie” rzeczy mnie denerwowało. Przeskakiwanie między czasem teraźniejszym a przeszłością (zupełnie bez żadnego ostrzeżenia), rozdziały książek bohaterów wplątywane w zasadzie nie wiem po co, o ilości „mądrych cytatów” nie wspominając. Co prawda dobrze spędziłam z nią czas, bo miło się jest czasem odmóżdżyć (na przykład wtedy kiedy magisterka cię woła) niemniej – czy sięgnęłabym po nią z własnej woli? Chyba niekoniecznie

PRZEDPREMIEROWO Dziecko // Fiona Barton

Posted on - in thriller
Kiedy zaczęłam czytać tą książkę, na Instastories któraś z obserwowanych przeze mnie osób napisała, że gdzieś do połowy w „Dziecku” wieje nudą, a później się rozkręca i od tego mniej-więcej środka jest jakiś rollercoaster. Przyznam, że trochę się tego obawiałam, czy jednak nie zdecydowałam się na przeczytanie tej książki zbyt pochopnie. Moje wątpliwości szybko zostały rozwiane.
Grupa robotników zaczyna rozbiór szopy, kiedy na budowie dochodzi do makabrycznego odkrycia – kości, należących do niemowlęcia, które kiedyś zostało tu zakopane. Na trop „wykopaliska” szybko wpada pierwsza z bohaterek książki, Kate, dziennikarka kryminalna która na własną rękę postanawia dowiedzieć się, kim było to dziecko i o co tu w ogóle chodzi. Dziennikarka dość szybko znajduje dwie inne kobiety, które mogły być powiązane z dzieckiem, i jeśli wydaje się Wam, że to jest chaos, to co Wy wiecie. To dopiero początek 😉 Dla Kate jest to w pewien sposób zaspokojenie swojej dziennikarskiej ciekawości, dla dwóch kobiet – to powrót do przeszłości, tej czarnej, smutnej i takiej, którą chciałoby się wymazać z pamięci. Bohaterki muszą stawić czoła swoim lękom, tragediom odsuwanym w najdalszy kąt głowy, muszą od nowa ułożyć swoje życia. Bieg historii nie będzie im pomagał, tak samo jak coraz to nowe wychodzące na jaw fakty, które tylko bardziej namieszają. Jakie będzie rozwiązanie? Kim było owe tytułowe „Dziecko”? Musicie to przeczytać 😉
Trochę martwiłam się, czy to, że historia opowiadana jest z trzech perspektyw, czy to nie będzie wprowadzało do książki jakiegoś chaosu. Przeskakiwanie między bohaterkami, narracjami, punktami widzenia – niekiedy od takiego czegoś idzie dostać fisia. W tym wypadku muszę autorce przyznać rację – to był bardzo dobry zabieg, który z pewnością wpłynął na mój odbiór opowieści. Nie tylko mogłam wczuć się w poszczególnych bohaterów, ale dzięki temu udało mi się wyrobić na temat tej tragedii własną opinię posiłkowaną kilkoma innymi punktami widzenia, które co rusz, co stronę, odkrywały przede mną nowe karty. To było super.
Dużo za mną kryminałów, które po kilkunastu stronach zaczynały nużyć. W których przewracałam strony szybko-szybko by już skończyć, albo by dowiedzieć się, kto u licha zabił, bo ci śledczy to się tak ślimaczą, jakby robili a nie mogli.  W „Dziecku” tego nie macie. Od razu zostajemy wprowadzeni w wir tragedii, wir wypowiedzianych słów albo myśli, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Jedno wydarzenie wynikało z poprzedniego, miało na siebie wpływ i razem stanowiło coś wspólnego. Bohaterki, każda w pewien sposób niepogodzona ze swoim dotychczasowym życiem, każda z nich przeżywająca jakieś małe końce świata, każda ukryta w swoich bezpiecznych czterech ścianach i każda zmuszona do tego, by odkryć te karty swojej przeszłości, które najchętniej byłyby wymazane z pamięci. Aż w końcu zakończenie, rozwiązanie zagadki ciała dziecka, które tak mną wstrząsnęło, że przez kilka chwil po odłożeniu książki siedziałam i milczałam i myślałam COOOOOOOO? A musze przyznać, że dawno żadna książka z takim uczuciem mnie nie zostawiła. Dawno nie czytałam tak dobrego, nie wiem, thrillera, kryminału, który wraz z upływem stron wywoływał by u mnie takie uczucia. Współczucie, szok i oszołomienie kiedy kolejne rzeczy wychodziły na jaw, a śledztwo albo robiło trzy kroki do przodu, albo pięć do tyłu. Autentyczność opisywanych zdarzeń, ta narracja która sprawiała, że człowiek czuł się jakby tam był, siedział u którejś z pań na kanapie i przysłuchiwał się tym wszystkim rozmowom. To wszystko tu było.

Nie umiem i nie lubię polecać ani chwalić tak książek, które przeczytałam bo wiem, że mogę brzmieć nieobiektywnie i sztucznie, bo ileż można czytać same dobre książki. Codziennie zadaję sobie to pytanie i boję się, że w końcu trafię na jakiegoś gniota. „Dziecko” z pewnością obok gniota nawet nie stało, i jeśli nie macie innych planów na Walentynki – wtedy premiera – lećcie pędem do księgarni i zróbcie sobie miły prezent.  Nie będziecie żałować 😉
Premiera książki: 14 luty 2018 
Za egzemplarz przedpremierowy książki dziękuję

PRZEDPREMIEROWO Kobieta w oknie // A.J. Finn

Posted on - in thriller

Anna Fox cierpi na agorafobię. W skutek tragicznych wydarzeń w swoim życiu, od kilku miesięcy nie opuszcza swojego domu, który jest dla niej oazą w której może schować się przed złem otaczającego świata (jakkolwiek dziwnie i patetycznie brzmi). Bohaterka całe dnie spędza w internecie, przed telewizorem lub szpiegując swoich sąsiadów za pomocą aparatu fotograficznego. Pozbawiona własnego życia coraz bardziej zaczyna przeżywać cudze… A wtedy widzi coś, czego nie powinna widzieć. Jej świat się rozpada, na jaw wychodzą coraz to bardziej szokujące sekrety…. Zaczyna się ostra jazda. 😊

Przez jakąś część książki czułam się po prostu znudzona. Główna bohaterka denerwowała mnie swoim infantylnym zachowaniem, tym, że wściubia nos w nie swoje sprawy, że dziwnie się zachowuje, i nawet jak wiedziałam, że coś jej dolega, nie byłam w stanie powiedzieć „no okej, tak już  musi być”.  Nie wiem, czemu jej nie odłożyłam w trakcie czytania, choć miałam do zrobienia tego wielką ochotę. Przebrnęłam przez te kilkadziesiąt stron, i w pewnym momencie… och, dopiero się zaczęło!  Prawdziwa jazda bez trzymanki. Kolejne sekrety wypływające na światło dzienne. Kolejne intrygi, kłamstwa, wymówki. Czy jeszcze coś mnie zdziwi?, myślałam momentami.
Zdziwiło. Totalny plot twist na końcu wbił mnie tak bardzo w zdumienie, że jak odłożyłam książkę to tak siedziałam i myślałam czy to serio się wydarzyło. To było tym bardziej szokujące, że wcześniej miałam ochotę odłożyć tą książkę i niewiele do tego brakowało. Kolejne wychodzące na jaw sytuacje sprzed lat czy zatajane kłamstwa rzuciły na całą historię zupełnie inne światło, takie, które pozwoliło nam zrozumieć wszystkich bohaterów i po części ich zachowania. To, co wcześniej denerwowało okazało się być jakąś podwaliną do tego, co będzie działo się później, koniec końców wszystko z siebie wynikało i od siebie zależało.

Kobieta w oknie to opowieść do końca trzymająca w napięciu. Opowieść, którą – mimo pewnych trudności – pochłania się za jednym „posiedzeniem”, i o której myśli się jeszcze długo po jej skończeniu. Zaskakująca, trochę nieprzewidywalna, przede wszystkim wciągająca.
Premiera książki 2 lutego 2018 roku.
Za możliwość przedpremierowej lektury książki dziękuję
Na popsugar.com znalazłam fajne wyzwanie na nowy rok, i tak się zastanawiam, czy nie wziąć w nim uziału. Tutaj zobaczycie, na czym ono polega.
12