Category posts: okołoksiążkowe

w sierpniu

Posted on - in okołoksiążkowe
 
 
Nadeszło nieuniknione. Koniec sierpnia przynajmniej w moim odczuciu jest równoznaczny z nadejściem jesieni. Nie lubię jej. Chociaż jest ona idealną wymówką do słuchania Korteza, bo przecież kiedy deszcz za oknem, nie da się inaczej.
 

CO OBEJRZAŁAM

 
 
Wszystkim wyszłoby na dobre, gdybym przestała oglądać w kółko Żonę Idealną. Znam to przecież na pamięć, z zamkniętymi oczami wyduszę każdą kwestię każdego bohatera. Nie stanowi to dla mnie problemu by oglądać to po raz kolejny. Byłam jednak w szpitalu, a wcześniej jakoś niezbyt wybitnie szło mi czytanie, więc trochę tego obejrzałam, choćby urywkami.
 
Kiedyś miałam fazę na programy kulinarne. Wciągałam wszystko, co było do obejrzenia, pałaszując czipsy i różne inne smakołyki, no bo przecież od patrzenia na te idealne potrawy to głód ściskał mi żołądek. Nawet jeśli nie przepadam za deserami, to jak ktoś robił wielopiętrowy tort, to po prostu ciekła mi ślinka.  Tymczasem przyszedł sierpień i jakby trochę się w tym przebranżowiłam. Postawiłam na dokumenty wnętrzarskie.
 
„Amazing interiors” gdzie poznajemy ekscentrycznych właścicieli różnych posiadłości i dopiero od nich uczymy się, że nie istnieje coś takiego jak nuda (jest przereklamowana). Czy to kolejka górska w ogródku, a może ogromne wielkie akwarium zajmujące pół domu? Czemu nie! Im więcej się dzieje, im więcej faktur, kolorów i różności – tym lepiej! Po obejrzeniu kilku odcinków zawsze dochodzę do wniosku, że wolę jednak te biele i szarości.
 
„The World’s Most Extraordinary Homes” Ojacie kręcę w tym to się zakochałam na maksa, a to dlatego, że po tym przepychu z poprzedniego serialu tutaj doznajemy zupełnie innych odczuć. Super charyzmatyczni prowadzący oprowadzają nas po najciekawszych domach na całym świecie. Czy mowa o słonecznej i upalnej Hiszpanii czy o Norwegii i domie schowanym między skałami. Domy, które widzimy, rzeczywiście są „extraordinary”. Schowane w koronach drzew, współpracujące z otaczającym środowiskiem. Dom w wodzie, w górach, w drzewach, taki do którego by się dostać trzeba jechać kolejką. Nie idzie oderwać wzroku.
 

„Rentowna renowacja” Bo czasem zdarza się tak, że włożone w coś pieniądze się nie zwracają. Jak dostosować mieszkanie, łódkę czy dom do tego, by ktoś to chciał kupić? Na odsiecz przychodzi Genevieve Gorder i ekspert od nieruchomości Peter Lorimer którzy pokazują jak zmienić domy i mieszkania na wynajem w maszynki do zarabiania pieniędzy. Znów – ładne domy, piękne wnętrza, niezbyt przesadzone a jednak miłe dla oka. Może ja się pomyliłam co do wybranego zawodu?

Zaczęłam oglądać również „Hannibala” i „Dextera”, ale po jednym odcinku jednego i drugiego wymiękłam. Nie mówię stanowczego nie, ale… może innym razem.
 
 
 
Będąc w szpitalu zaczęłam oglądać „Sharp Objects”, jestem obecnie na trzecim odcinku i pewnie dokończę, z czystej ciekawości, chociaż  nie czuje się porwana. Może taki a nie inny odbiór serialu jest winą otoczenia, sprawdzę to. Jakby ktoś nie wiedział, serial opowiada losy dziennikarki, która wraca w rodzinne strony aby opisać zagadkę śmierci dwóch dziewczynek. Chociaż dużo naczytałam się o tym, że Amy Adams tam nie pasuje, sądzę zupełnie na odwrót. Jej bohaterka zmaga się z wieloma problemami, jest trochę ostrożna w kontakcie z innymi a jednak ją polubiłam. Muszę dooglądać, koniecznie.
 
Ostatnią rzeczą jaką widziałam (nie licząc milionowego rewatchu „Przyjaciół”) był film „Do wszystkich chłopców, których kochałam”. Książka mi się podobała. Nie przeczytałabym jej pewnie drugi raz. Z czystej ciekawości włączyła film… I serio nie rozumiem tych wszystkich zachwytów. W sensie, okej oglądało mi się to przyjemnie, ale żeby się zachwycać, oglądać kilka razy pod rząd – niekoniecznie. Możliwe, że wyrosłam z takich „komedii romantycznych”. Nie mówię jednak, że jest to zły film, bo jest przyjemny, fajni bohaterowie, aktorzy, muzyka – to wszystko tworzy jakiś obraz. Wywołuje jakieś emocje. Nie czuję się jednak zakochana.
 

CO PRZECZYTAŁAM

 
 
„Pejzaż nocnych rozmów” przeczytałam i jestem przerażona naiwnością, jaka wynika z każdej kolejnej strony książki. Główna bohaterka Danuta jest dziennikarką radiową,  która prowadzi nocną audycję w trakcie której rozmawia ze swoimi odbiorcami. W splocie dziwnych przypadków które nie mieszczą mi się w głowie zaczyna się opiekować kilkuletnią dziewczynką, córką rzekomo jej siostry. Tarapaty, w jakie wpada, problemy, jakie z tego wynikają i naiwność, którą się Danuta cechuje sprawiły, że przewracałam te strony za stronami i pukałam się w czoło. Krótka lektura; spodziewałam się czegoś treściowego, dostałam…. Nie wiem, co.
 
„Ogrodnik” Agnieszki Płoszaj. Na początku byłam na tak, podobały mi się te uwspółcześnione rozmowy między bohaterami, były realne, prawdziwe, mogłyby odbywać się między normalnymi ludźmi.  Wraz z biegiem akcji coraz częściej czułam zażenowanie zamiast obiecanego napięcia, a ta cała kryminalna historia wydała mi się być jakaś naciągana. Julia wpada w kłopoty a jej partner, Tomek prowadzi trudne i zobowiązujące śledztwo. Nie podobało mi się, trochę czuję zawód.
 
„A ja żem jej powiedziała…” ale to już było chwilę  temu a najwidoczniej zapomniałam tego zaznaczyć. Co tu mogę powiedzieć. Boska Nosowska – tyle w temacie. Książka, książeczka nie odkrywa może niczego nowego, ale czy też tego od niej wymagamy? Odniesienia do przeszłości, bycia mamą, do małżeństwa, pierwszych miłości. Do zespołu, muzyki i wspomnień. Wciągnęłam w krótką podróż samochodem. Po skończeniu czułam niedosyt, że tak szybko i dlaczego nie więcej i mocniej? Krótkie myśli przewodnie zaczynające każdy „rozdzialik” są mistrzostwem (co pewnie widzieliście już na Instagramie). Polecam każdemu. Pani Kasiu, a może jakaś druga część? 😊
 
 W szpitalu udało mi się przeczytać dwie książki, które specjalnie na tą okazję nabyłam, jednak napiszę o nich wkrótce bo sądzę, że zasługują na większą uwagę.
 

CO W PLANACH

Tak się jakoś zawsze składa, że jesień obfituje w same dobre rzeczy.
 
 
  • Czwarty sezon BoJack Horseman – 14 września
  • Premiera ósmej części przygód Chyłki i Zordona „Kontratyp” – 19 września
  • Serial „Ślepnąc od świateł” na podstawie scenariusza Jakuba Żulczyka – HBO
  • Serial „Nielegalni” – Canal +
  • Premiera szóstego sezonu „House of Cards” – 2 listopada, Netflix
 
Nie musicie dziękować. Jak mam marnować swoje życie, milej będzie to robić w towarzystwie 😊  Może ta jesień jednak nie będzie tak bardzo zła.
 
Apropo. Widzę się może z kimś na Kortezie w Krakowie?
 

w lipcu

Posted on - in okołoksiążkowe
 
Co to był za miesiąc. Najpierw nie wiedziałam, kiedy będzie obrona, więc nie mogłam się nią stresować, a kiedy już się dowiedziałam, zamiast się do niej przygotowywać (chociaż nie miałam pomysłu jak to zrobić) snułam teorie dotyczące tego, a po co mi to było, te wszystkie nerwy. Na szczęście na strachu się obyło i od ponad dwóch tygodni jestem magistrem. Miło.
 
Nawiązałam w tym miesiącu romans z Showmaxem. W pierwotnym zamierzeniu miał on trwać tylko dwa tygodnie, moje nieobecne myśli zostały wykorzystane i jesteśmy na siebie skazani na kolejny miesiąc. Szkoda, bo tak naprawdę oprócz kilku seriali nie ma tam zbyt ciekawych rzeczy do oglądania.
 

The Bold Type 

W lipcu udało mi się obejrzeć „The Bold Type”, o którym pisałam dla Serialomaniaka, a jednak wówczas nie poświęciłam mu zbyt dużej uwagi. Niewątpliwie był to błąd, jednak dzięki temu przedłużyłam sobie przyjemność z jego oglądania. Nie lubię bycia na bieżąco.  Serial opowiada historię trzech przyjaciółek pracujących w redakcji magazynu Scarlet. Tam, pod opieką redaktor naczelnej Jacqueline dziewczyny spełniają swoje marzenia, stawiają sobie kolejne wyzwania a przy tym wszystkim wciąż próbują mieć życie prywatne (które za często mieszają z tym zawodowym). Jane jest redaktorką, czerpiącą wenę do pisania tekstów z własnego życia i problemów, z którymi zmaga się na co dzień. Sutton, do tej pory idealna sekretarka ma jednak większe ambicje i mimo że rzekomy awans zwala jej na głowę więcej obowiązków, robi wszystko by osiągnąć określony sobie cel. Ostatnia, Kat, jest specjalistką od social mediów. Jest dobra w tym, co robi. Gdzieś obok grania pierwszych skrzypiec, młoda kobieta powoli odkrywa siebie, swoje potrzeby, tak jak wszystkie bohaterki łącznie. Wielokrotnie popadają w problemy, mieszają działając tylko i wyłącznie w dobrej wierze, a kiedy okazuje się, że ziemia się pod nimi załamała zawsze mają siebie i swoją szefową – Jacqueline, która zawsze służy ramieniem do wypłakania się. Bardzo miły to serial, który ogląda się z wypiekami na twarzy. Dziewczyny są kochane, od razu lapie się z nimi jakąś wspólną więź, która jeszcze bardziej pozwala wczuć się w ich problemy. Tematy, które „The bold type” porusza, począwszy od prezydentury Donalda Trumpa (odnoszę wrażenie, że ten wątek wplatany jest w każdy amerykański serial stworzony po październiku 2016 roku), poprzez akcję #metoo, problemy homofobiczne i wszystko, co związane z poruszaniem się w sieci w XXI wieku. Odcinki są stanowczo zbyt krótkie, sezony niewystarczająco długie, a reszta zbyt fajna zupełnie.

 
 
Anne with an E

Widziałam też drugi sezon „Anne with an E” i również jestem nim bardzo poruszona. Starałam się dawkować sobie odcinki aby wszystkiego nie obejrzeć za jednym posiedzeniem. Urocza, rudowłosa Ania, która widać, że się rozwija i dowiaduje się nowych rzeczy, jest nimi zafascynowana a co bardziej – widząc, jak świat jest zróżnicowany, uczy się z każdej kolejnej sytuacji, w którą zostaje wplątana. Czy chodzi o poniżanie przed klasą, drastyczną zmianę fryzury czy dowiedzenie się, czym tak naprawdę jest miłość. Oczom dziewczynki nic nie zdoła umknąć. W drugim sezonie dużo czasu antenowego dostają Maryla i Mateusz. Wstawki z ich przeszłości, przeplatane z dziejącymi się aktualnie wydarzeniami dają szansę zobaczyć, jak wyglądała ich młodość, jak wpłynęła na takie a nie inne postrzeganie świata, jak wpłynęła na nich, to, kim są, jak się zachowują i jak odbierają zachowania Ani. Dziewczynka, chcą po raz kolejny zbawiać świat wplątuje się w wiele kłopotów; jest przy tym jednak wciąż sobą, uroczą i rozczochraną dziewczyną, która dużo zauważa, nie wszystko rozumie ale nie poddaje się. Walczy o swoje prawa, prawa swoich przyjaciół, a kiedy w Avonlea ktoś chce oszukać mieszkańców, ona odkrywa to pierwsza. W internecie można znaleźć wiele sprzecznych opinii odnośnie tego sezonu. Głosy, jakoby nie pokrywał się zbytnio z tym, co dzieje się w książkach jest jak najbardziej trafiony, sama nie biorę tego za wadę. O ile pierwszy sezon w większości opowiadał tą samą historię co właśnie książka, nieco ją ubarwiając, tutaj rzeczywiście zapożyczeni są jedynie bohaterowie i co poniektóre sytuacje, sceny czy wydarzenia. Nie jest to jednak przeszkodą w tym, by przenieść się jeszcze raz do malowniczego Avonlea, do Ani, która naprawdę uczy spoglądać na świat zupełnie inaczej, do tych pięknych widoków przez które chce się wsiąść w samolot i lecieć do Kanady, gdzie było to kręcone, aż w końcu do aktorów i muzyki. Wszystko, utrzymane w jednym tonie, przyciąga wzrok, serce i oczy. Trudno się oderwać od oglądania, tym bardziej wyczekuję kolejnych wieści o tym, że jednak z Anią się jeszcze spotkamy. Albo z Gilbertem. Powiedzmy sobie szczerze, Gilbert to najlepsze (zaraz po Ani, Maryli i Mateuszu) co mogło przydarzyć się temu serialowi. Apeluję o więcej scen z jego udziałem.
 
Na fali nieudanego romansu obejrzałam jeszcze „Facet (nie)potrzebny od zaraz”, który o dziwo okazał się nawet w miarę komedią. W miarę, to znaczy nie byłam zażenowana, gdy bohaterowie sobie żartowali, a przekładając to na polskie komediowe realia, brzmi to prawie jak komplement. Był i Mozil, i Kulig i Żebrowski więc nawet jeśli miałabym się męczyć, to dla nich chętnie. Gorzej było z „Kochaj”, zobaczyłam miniaturkę i pomyślałam, że był czas kiedy chciałam to zobaczyć. Pożałowałam oczywiście w pierwszej minucie, a że czasem jestem masochistką to dooglądałam do końca, dopiero później pukając się w głowę: PO CO. Film nie miał żadnego przesłania, Kożuchowska denerwowała mnie po stokroć, tak jak zresztą każda z bohaterek, o przesłaniu już nie wspomnę, bo nawet szkoda liter.
 
Serialami i filmami lipiec stał, bo książki lekko tknęłam. Od Natalii z Kobieta na konkretach odkupiłam książkę Tomka Tomczyka „Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj”, która bardzo mi się spodobała, ale to może dlatego, że zawsze chciałam ją przeczytać i dowiedzieć się czegoś ciekawego. Powoli robię rereading Harry’ego Pottera (zaczynam czwartą część), kończę „Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero” i to kolejna lektura, która zapiera dech w piersiach nadmiarem informacji schowanych między jedną a drugą okładką.
 
Może w sierpniu uda mi się nadrobić stosik, który leży i się na mnie patrzy z wyrzutem. Chyba, że zacznę nowy serial (23 premiera nowego sezonu Chesapeake Shores), albo wpadnie mi do głowy pomysł rewatchu…. Chirurgów. Choć na to już za późno, jestem na drugim sezonie 😂😂
 
Co fajnego obejrzeliście bądź przeczytaliście w lipcu?

W czerwcu

Posted on - in okołoksiążkowe
 
Od dawna myślałam o tym, żeby co miesiąc oprócz zdjęć robić takie mini podsumowania miesiąca w kontekście tego, co udało mi się w danym miesiącu obejrzeć, przeczytać a niekoniecznie udało mi się o tym wspomnieć na blogu.
 
Czerwiec był wyczerpującym miesiącem pod wieloma względami; ostatnia sesja, kończenie pisania pracy magisterskiej aż w końcu i wyprowadzka z mieszkania – to wszystko jakoś się na siebie nałożyło, a że dodatkowo jestem człowiekiem stresującym się czym tylko popadnie, no, było ciekawie. Tak czy siak, w tym całym szaleństwie udało mi się obejrzeć i przeczytać parę rzeczy, a że nie chciało mi się o tym pisać osobno,  niech będzie! 😉
·        Young Sheldon
 
Do tego serialu miałam dwa podejścia, a to drugie wynika z tego, że został wrzucony na HBO GO i jakby – żal było nie skorzystać, zwłaszcza że byłam w trakcie sesji a przecież to najlepszy czas na zaczynanie nowych seriali. Bałam się okropnie tego, ze ten serial zostanie zepsuty jak dzieje się prawie za każdym razem, gdy ktoś chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Sheldona znamy, wiemy jaki jest denerwujący, czy można odkryć jeszcze jakieś nowe karty na jego temat? No owszem, można! Dawno nie oglądałam czegoś tak fajnego, lekkiego i zabawnego jednocześnie. W sensie, wiecie, Sheldon jest małym chłopcem, który wybija się inteligencją spośród swoich rówieśników i na całą rodzinę spada odpowiedzialność za to, żeby jednak Sheldon się odnalazł wśród innych, starszych dzieci, i żeby ta jego inność jakoś nie przysparzała mu tak wielu przykrości. Nie jest to łatwe zadanie gdy się ma jeszcze dwójkę innych dzieci, które swoimi zachowaniami konkurują o uwagę rodzica. Genialna Missy, która może nie była zbyt mądra ale broniła się pyskówkami, ironią i tym, że jednak gdy w pewnym momencie Sheldona nie było, ona jednak za nim tęskniła. Nie wiem, zauroczył mnie ten serial, cały sezon mignął mi gdzieś między palcami  i z wytęsknieniem czekam na kolejny.
 
·         The Kissing Booth
 
Do tej pory nie wiem, po co to obejrzałam. Znaczy najpewniej miałam się uczyć, a Netflix podsunął mi to pod nos jakby odpowiadając na moją potrzebę robienia czegokolwiek, tylko nie nauki. Nie mam mu tego za złe. The Kissing Boothto taka typowa amerykańska komedia młodzieżowa – jest szkoła średnia, przyjaciel, jego przystojny brat i rozterka, czy iść za głosem serca czy jednak walczyć o przyjaźń. Nic nowego. Serio, oprócz tego, że ten film może jest ładnie zrobiony, ma fajną muzykę wchodzącą w ucho to nie prezentuje sobie nic. No dobra, czego można się spodziewać po lekkiej komedyjce. Czegoś się spodziewałam. I trochę się zawiodłam, ale z drugiej strony w trakcie jego oglądania mogłam robić kilka rzeczy na raz i nie traciłam wątku, więc może to nie tak źle. Tak czy siak jestem pod wielkim wrażeniem, jak na Instagramie zachwycają się książką o tym samym tytule. Chyba jestem już za stara na takie lekkie rzeczy.
 Set it up
 
·      Kolejny film zapychacz. Przyjemniejszy od The Kissing Booth. Opowiada o losach dwóch asystentów swoich szefów, którzy to szefowie uprzykrzają im życie jak tylko mogą. Młodzi w pewnym momencie dochodzą do wniosku, że gdyby tak znaleźć im wzajemnie partnerów, może by się zmienili, nie mieli czasu na pracę i dali im w końcu sobie pożyć. Bo co z tego, że zarabiają jak na swoje stanowiska dość dużo, kiedy nie mają czasu z tego skorzystać? No więc wymyślają kolejne intrygi by tych swoich szefów ze sobą  zeswatać, i tutaj idealnie pasuje stwierdzenie – uważajcie, czego sobie życzycie bo to się może spełnić. Bycie w związku to jednak nie przelewki i pracownicy, uroczy swoją drogą, szybko się o tym przekonują. Komedyjka z happy endem, która może umilić lipcowy, letni wieczór. Mimo tego, że nie jest to jakieś dzieło filmowe, że można oglądać pół gębkiem i nadal niczego nie przegapić to polecam. Jakoś tak fajnie się to oglądało.
· 
 
         The people v. O.J. Simpson: American Crime Story
     
     Kryminalne klimaty się za mną ciągną, a mi to zupełnie nie przeszkadza. Serial, a właściwie coś w stylu dokumentu opowiada o głośnej przed dwudziestoma laty sprawie O. J. Simpsona oskarżonego o zabicie swojej byłej żony i jej „kochanka”. Amerykański futbolista postawiony w świetle jupiterów wraz ze swoim sztabem odpowiadał na rzucane w jego stronę oskarżenia i to, co ciśnie się na usta po obejrzeniu American Crime Story to to, że mając kasę i sławę naprawdę można poczuć się bezkarnym. Kolejną rzeczą o której nie można nie wspomnieć to też seksizm kierowany w stronę oskarżycielki, która chcąc skazać O. J. Simpsona postawiła się w ogniu krytyki: bo źle wyglądała, bo wstała lewą nogą a w zasadzie się rozwodziła,  więc pewnie coś z nią jest nie tak. Spektrum zachowań, ludzi, a nawet i Kardashianowie, bliscy przyjaciele Simpsonów. No mówię Wam, jak lubicie takie klimaty, to pędźcie oglądać. Jakby coś winą za to obarczam Netflixa, co nie.
 
 
 
Chef’s Table: Pastry Chief
 
Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nie lubi oglądać kulinarnych rzeczy. No nie da się tego nie oglądać. Desery, którym poświęcony jest cały sezon, mam wrażenie że patrzą na mnie z ekranu komputera i wołają „zjedz mnie!”, więc wyciągam te chipsy schowane gdzieś na czarną godzinę i tak objadam się bez wyrzutów sumienia. A będąc już serio, Pastry Chef to sezon poświęcony najlepszym cukiernikom na świecie. W zaledwie kilku odcinkach scenarzyści opowiadają o swojej pasji do gotowania, ich drodze do miejsca, w którym aktualnie się znajdują, a także problemach, które spotkali na swojej drodze. Dużo cukru, magii, brokatu i dobrego, pysznego jedzenia. Mnóstwo historii poruszających serce, dużo głodu jak już się w to wpatruje, aż w końcu: tyyyyyyyyle świata pokazane! Od Stanów Zjednoczonych, przez Włochy i Bali. Wielkie osobistości, skromne osoby, pasja. Chyba obejrzę poprzednie sezony.
 
W czerwcu udało mi się przeczytać trzy książki; jestem trochę zawiedziona, z drugiej strony no tak to jest jak się zostawia wszystko na ostatnią chwilę (tutaj powinna znaleźć się motywacyjna mowa na temat tego, że ludzie nie zostawiajcie wszystkiego na taki koniec, ale ja nie jestem motywatorem, raczej demotywatorem, więc tego nie będzie). Oprócz Nowaków i Czerwonego Pająka przeczytałam również:

 

Był sobie szczeniak. Ellie
 
To króciutka (serio króciutka i cieniutka) historia o szczeniaku Ellie, bardzo mądrej suczce, która miała bardzo odpowiedzialne zajęcie. Odkąd była malutka, była trenowana na psa ratownika, dzięki czemu potrafiła odszukać zagubione w lesie dziecko albo wskazać zasypanego przez gruzy człowieka. Ta psinka to ma nosa! Ellie ma też inną ważną misję – musi ratować swoich opiekunów, człowieków, którzy przeżywają akurat trudniejsze momenty w swoim życiu. Nie wiem za bardzo, co więcej mogę o tej książce opowiedzieć. Przyjemna opowiastka dla ludzi, którzy mają swoje zwierzaki i wiedzą, z czym się to je. Idealna dla małych dzieci, które na pewno będą rozczulone zachowaniem szczeniaka. Opowiastka do przeczytania w godzinę – nie mogłam odebrać sobie tej przyjemności z jej przeczytania.

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

 
Płodna ta sesja była w obejrzane rzeczy, jak sobie teraz na to patrzę. Tak czy siak I’m back i lecę nadrabiać te wszystkie zaległości, których sobie narobiłam. Co ciekawego obejrzeliście albo przeczytaliście w czerwcu?

 

#majowe migawki

Posted on - in okołoksiążkowe
 
 
A tak serio, to pytanie,  gdzie i kiedy i jak ten miesiąc minął, będzie już chyba nudnym stałym punktem rozrywki każdych kolejnych migawek.
 
Prawda jest jednak taka, że im człowiek starszy tym czas szybciej i bardziej niezauważalnie przemyka między palcami 😉
 
W maju przypomniałam sobie o istnieniu czegoś takiego jak sesja, przypomniałam sobie również, że termin oddania pracy się przybliża a ja jestem w du***, więc męczyłam się pisząc to znaczy męczyłam się przejmowaniem, że już powinnam pisać, i nie pisałam tylko robiłam milion różnych innych rzeczy. A rozdział napisałam dzień przed wizytą u pana promotora 😉 Prokrastynacja, ktoś/coś?
 

 

 
 
czasem w zrobieniu zdjęcia liczy się każda sekunda. 
 
 
 
niespisana tradycja, że jak się widzimy, pijemy frappe w Starbucksie
 
 
 
kiedy okazuje się, ze za dwa zajęcia egzamin a ty nie masz ani notatki. press lanuch bo od jakiegoś czasu piszę dla Serialomaniaka
 
 
 
to było na początku maja, kiedy słońce tak ładnie dawało się we znaki
 
 
 
 
po pięciu latach mieszkania w Krakowie znalazłam te schody i… wow!
 
 
 
Muzeum Narodowe, bo czasem trzeba się odchamić 
 
 
 
Michał Żebrowski jest najlepszy (Bonda również) | pamiętajcie podstawą dobrych notatek są kolorowe pastelowe zakreślacze
 
 
 
lubię maj.
 
 
 
nigdy w życiu zawsze będzie śmieszyć tak samo. z kim się widzę pierwszego września w Poznaniu?
 
 
 
 
czy ja mówiłam, że mam za dużo książek? 
 
 
 
 
kiedy chciałam zrobić zdjęcie, włączyła się lampa a pani zwiała na koniec przystanku.
 
 

Maj był super miesiącem i mam nadzieję, że kolejne będą równie fajne i obszerne w dzianie się. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się przysiąść do tej pracy i ją skończyć pisać (moja zmora), że przeczytam ten stosik hańby i że zacznę oglądać te seriale, co to czekają wciąż na moją uwagę. 
 
Jaki był Wasz maj?
 
Wszystkiego dobrego dzieciaczki!
 
Ps. Taka trochę chamska reklama, ale napisałam ostatnio dla Serialomaniaka przedpremierową recenzję Succession, do przeczytania której zachęcam! 🙂 

4 urodziny, migawki kwietnia, wszystko na raz

Posted on - in okołoksiążkowe
Przypomniało  mi się, po czasie, że znów chyba przegapiłam urodziny bloga. A tak od stycznia od tym myślałam! Nie byłam co prawda do końca pewna, czy 25 czy 27, bo blogspot jednak nie udostępnia informacji, w którym dokładnie dniu strona została założona, a pierwszy post chyba był z 25. No mniejsza. Tak czy siak zapomniałam, więc here I am.
Chciałam pochwalić się statystykami, ale znowu jak widzę statystyki innych to te moje się nawet nie umywają. Ponad sto pięćdziesiąt tysięcy wejść, niemal osiemdziesiąt obserwujących, dwieście siedemdziesiąt postów, które średnio czyta sto kilka osób. Nie wiem czy to imponujący wynik ale mi się całkiem podoba.
Nie wiem, czego można sobie życzyć z takiej okazji, więc życzę sobie po prostu:  by mi się chciało (tak, jak mi się nie chce).
Za rok piąte urodziny (uwielbiam wybiegać w przyszłość) i  mam nadzieję, że mój słomiany zapał pozwoli mi się tu z Wami spotkać. Tu, albo na WordPressie bo coraz poważniej zastanawiam się nad przenosinami. Ale spokojnie, pewnie kolejny rok zleci mi nad zastanawianiem się, czy to dobry pomysł 😉
Tymczasem, skoro już powstał ten post o niczym, trochę migawek z minionego miesiąca. Zmiana telefonu na ten z większą pamięcią trochę działa na moją niekorzyść, bo zdjęć cykam  multum, a później się z tym muszę bawić.

 | idąc z komputerem do biblioteki czułam się trochę jak hipster | kwiecień przyniósł piękne promienie słoneczne |
|byłam wypożyczyć książkę, której w zasadzie znów prawie nie użyłam |

|lubię Kraków| i jestem team pepsi  

|zakochałam się w appce do obrabiania zdjęć|

|w trakcie grilla jedzenia nigdy dość|

|zamek w bobolicach|

|naczelny śpioch|

|widok z okna| dajcie mi koncert Harry’ego pls | uwielbiam zamawiać case’y na aliexpress, nienawidzę czekać aż zamówione na aliexpress kejsy do mnie przyjdą
Maj będzie śmiesznym miesiącem bo postanowiłam, że będę więcej czytać, a promotor tym samym postanowił, że najlepiej byłoby całą pracę oddać do końca maja, mogę jedynie powiedzieć, challenge accepted i zmykać do Worda ale no, to wiadomo. 
Jak Wam minął kwiecień? 🙂 

SHARE WEEK 2018

Posted on - in okołoksiążkowe

Na pewno mieliście okazję słyszeć już o corocznej akcji organizowanej przez Andrzeja Tucholskiego. Share Week, bo o nim mowa, to autorski pomysł Andrzeja polecania się blogerów przez… innych blogerów. W końcu oprócz tego, że sami piszemy, czytamy też innych, a dzięki tej akcji mamy możliwość poznać nowe miejsca w sieci, tam, gdzie jeszcze nie udało się nam dotrzeć, a może właśnie – warto 😊
Jeśli ktoś chce zobaczyć moje zeszłoroczne polecenia, wystarczy kliknąć tutaj.
Niezwykle twardym orzechem do zgryzienia jest wybór tylko tych trzech blogów i osób, które zasługują na uwagę. W ciągu roku trochę mi się tego nazbierało, a więc wybór jest trudny. Kolejność oczywiście zupełnie przypadkowa, a Wy, jak już przeczytacie, to śmigajcie do nich zajrzeć  😊
*aby przenieść się na bloga, wystarczy kliknąć w obrazek.

Janina Daily

Janina to najfajniejsza foka internetów. Największy śmieszek blogosfery. Mistrzyni ironii i barwnych porównań. Jak raz zaczniecie ją czytać i śledzić w mediach społecznościowych, Wasze życie już nigdy nie będzie takie samo. Żeby nie było, że nie ostrzegałam. Jeśli jeszcze w dodatku uwielbiacie foki, doprawdy powiadam Wam, że blog Janiny to miejsce, w którym właśnie powinniście się pojawić. Szybko, szybciutko!

Miss Ferreira

Jednym z moich nowszych odkryć jest blog Sary, która oj, jak czaruje słowem, to nawet nie zdajecie sobie sprawy. Pisze o rzeczach codziennych, ale tak ładnie to robi, ubiera te słowa w magię i chce się czytać i czytać i nic więcej nie robić. Oby więcej takich odkryć!

Niezły ze mnie Ananas

Tak się właśnie zastanawiam, gdzie wpadłam na bloga Hani i jakoś nie mogę sobie przypomnieć. Co nie zmienia faktu, że Wy macie szansę ją poznać właśnie teraz i ja obiecuję, że na pewno tego nie pożałujecie. Hania na swoim blogu pisze o wszystkim, o swoich ulubionych serialach, o niezwykłych miejscach na świecie, o koncertach i o tym, co znaczy dla niej muzyka, i – uwaga! – czasem nawet pisze o modzie! Taki z niej internetowy Ananasek i bardzo pozytywna osóbka (dzięki, Instagramie!), którą koniecznie powinniście poznać 😉
Oczywiście to tylko wierzchołek blogów i osób, które obserwuję w mediach społecznościowych, ale to właśnie ta trójka zasługuje na dzisiejszą uwagę 😉