Category posts: okołoksiążkowe

5 urodziny + KONKURS

Posted on - in okołoksiążkowe

Przegapianie urodzin bloga jest bardzo w moim stylu. Nie no, tak naprawdę tym razem pamiętałam, ale zupełnie nie mogłam zabrać się do napisania kilku sensownych zdań 🙂

SHARE WEEK 2019

Posted on - in okołoksiążkowe

W akcji organizowanej przez Andrzeja Tucholskiego biorę udział po raz trzeci. Tak, jak sprawia mi frajdę poznawanie nowych blogów, tak pokazanie tylko tych trzech, które akurat czytam i polecam…… najchętniej poleciłabym wszystkie, które znam. No ale nie tym razem 😉

2018

Posted on - in okołoksiążkowe
 

Dobrze, że ten rok się już kończy. Nie był on dla mnie zbyt dobry, posypało mi się trochę rzeczy, trochę rozeszło się po kościach i ostateczny bilans nie wychodzi raczej na plus. Cieszę się, że udało mi się obronić, napisać pracę, zdać ostatnie sesje i zostawić to daleko za sobą. Przez to, że trochę posypało mi się zdrowie, że pisałam pracę, moje osiągnięcia książkowe nie są jakieś szalone. Nie udało mi się przeczytać założonych w styczniu sześćdziesięciu książek, sądzę jednak, że około pięćdziesięciu – to i tak bardzo dobry wynik 😊

 
Na pewno obejrzałam więcej filmów, niż w zeszłym roku, bo około szesnastu. Seriali wolę nie liczyć, bo rzeczywiście okaże się, że jestem jednym wielkim nolifem, a Netflix w końcu powinien mi zacząć płacić za promocję 😉
 

NAJLEPSZA KSIĄŻKA

W zasadzie dopiero dzisiaj zaczęłam się nad tym zastanawiać, przeglądając swoje konto na Goodreads oraz profil na Instagramie. W tym roku przeczytałam dużo fajnych powieści, które wywarły na mnie mniejsze czy większe wrażenie, jednak puchar tej najlepszej książki idzie do…
 
 
2018 stoi dobrymi reportażami. Nie tylko poświęconym morderstwom, choć i tych było u mnie dużo w ostatnim czasie. Chociaż zawsze wydawałam się być wierna Wielkiej Brytanii, tak czytając o Nowym Jorku, jego powstaniu, najzwyczajniej przepadłam. Opasłe tomisko (dziękuję, że istniejesz, Kindelku) zapewniło mi kilka mile spędzonych chwil. Kolejne miejsca na podium zajmują kolejno dwie książki Marcina Wichy, które Wam polecam i zapraszam do przeczytania jednej recenzji oraz drugiej.
 

NAJLEPSZY FILM

Jaki to był trudny wybór! Obejrzałam w tym roku dużo filmów Oscarowych, z których każdy, naprawdę, sprawił, że nie mogłam oderwać wzroku od ekranu. W ogóle starałam się nadążać za nowościami, chodzić do kina jak często mogłam. Dlatego nie wybiorę tego jednego jedynego, bo jest to niemożliwe. Na pierwszym miejscu stawiam „Trzy Billboardy za Ebbig, Missouri”. Drugie miejsce trafia do „A star is born”, który totalnie rozłożyl mnie na łopatki i do tej pory, gdy odpalę sobie playlistę na Spotify, łzy same pchają się do oczu. Trójeczka? „Call me by your name” no naprawdę, do tej pory czuję ten klimat. A ostatnia scena wciąż plącze mi się gdzieś po głowie.
 

NAJLEPSZY SERIAL

 
Chyba nie powinnam mówić na głos, ile seriali obejrzałam😉 Powiem tylko, że był to bardzo płodny w seriale rok i cieszę się bardzo, że mogłam to wszystko obejrzeć. Najlepszy serial roku, to znaczy taki, który mógł mieć swoją premierę wcześniej, ale ja dopiero go obejrzałam to… dobra, tutaj jest remis. Zakochałam się w „Grace&Frankie”oraz w „Young Sheldon”. Pierwszy opowiada o dwóch starszych małżeństwach, których życie cóż zmienia się o 180 stopni. Panowie mężowie przez wiele lat skrywali wiele tajemnic, które w końcu wychodzą na jaw i psują wszystko. Z kolei „Young Sheldon”, jak łatwo pokazuje tytuł, daje nam szansę poznać młodego Sheldona Coopera, który to młodzieniec zawojował moim sercem 😊 Nie jest tak bardzo nieznośny, można go lubić i cóż, wyjaśnia się dlaczego jest taki trochę spaczony w „The  Big Bang Theory”.
 
Na 2019 niczego nie planuję. Będzie, co ma być. W styczniu nowy sezon „Grace&Frankie”, premiera nowego „Króla Lwa”, chyba czas uzbroić się w cierpliwość. Samych dobrych książek, seriali, filmów i przede wszystkim dobrego towarzystwa – tego nam wszystkim życzę.
 

Jesienno październikowe plany czytelnicze

Posted on - in okołoksiążkowe
Gdy połowa internetu zachwyca się jesienną pogodą, ja załamuję ręce. Nie lubię tej pory roku. Ciemna, zimna i ponura. Szarość wylewa się ze wszystkich stron, a mrok dosłownie przeszywa ciało.
 
Nie ma jednak tego złego: jesień to czas premier. Jesień to czas krakowskich targów książki. Nowych seriali, nowych filmów i nowych zachwytów. Dlatego od jakiegoś czasu staram się (bo powiedzenie, że robię to stuprocentowo byłoby kłamstwem) nie kupować książek, by wydać w Krakowie fortunę. Jeśli przedrę się przez tłumy ludzi i nie zostanę stratowana 😊
 
Tak czy siak pomyślałam, że zamiast (na razie) pisać o książkach, które przeczytałam we wrześniu napiszę o moich jesiennych planach 😉  Co chciałabym przeczytać, czego nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że i Wy znajdziecie tu coś dla siebie.
 
 

„Wyniosłe wieże. Al-Kaida i atak na Amerykę” Lawrence Wright

O tragedii sprzed jedenastu lat nie sposób nie pamiętać. Lawrence Wright, na podstawie osobistych wywiadów opowiada o tym, jak przebiegała transformacja Osamy bin Ladena i Ajmana az-Zawahiriego ze słabo wyszkolonych, idealistycznych bojowników walczących w Afganistanie w przywódców najskuteczniejszej grupy terrorystycznej w historii. Co więcej, autor podąża śladem Johna O’Neilla, agenta FBI, który zajmuje się walką z terroryzmem. To on, jako jeden z pierwszych zdał sobie sprawę z rosnącego zagrożenia, jakim stała się Al-Kaida w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. „Wyniosłe wieże” to wyczerpująca relacja na temat długiego ciąg zdarzeń, które doprowadziły do wielkiej tragedii jedenastego września 2001 roku.
 

„Lud z grenlandzkiej wyspy” Ilona Wiśniewska

Poprzednie reportaże pani Wiśniewskiej związane ze Skandynawią dumnie stoją na moim regale i czekają na towarzystwo. W swojej kolejnej książce pani Ilona skupia się na Grenlandii. Wysłuchuje opowieści Grenlandczyków, którzy opowiadają jej o swoim kraju w swoich codziennych czynnościach: łowieniu ryb spod lodu, w trakcie kursowania taksówką z jednej wyspy na drugą po zamarzniętym morzu,  podczas mycia podłóg czy gotowania obiadu dla wielu biesiadników. Historie opowiedziane w tej książce pokazują, że Grenlandczycy są dumni ze swojego pochodzenia i nawet to, że momentami śmieją się z autorki nie wprawia nikogo w jakieś złe uczucia. Totalnie muszę zdobyć na targach 😉
 

„The dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side” Jan Błaszczak

Nigdy nie słyszałam o Stanleyu Tolkinie, dopóki nie przeczytałam gdzieś opisu tego reportażu. Autor, Jan Błaszczak, wcielając się w rolę detektywa próbuje rozwiązać zagadkę tej tajemniczej osoby. Filantropa, który z powodzeniem prowadził kluby The Dom oraz Stanley’s Bar, w którym gościła śmietanka nowojorskiej bohemy. Tak, to właśnie Andy Warhol wyświetlał tam swoje filmy, a The Velvet Underground grali swoje pierwsze performatywne koncerty. Kim jednak ten Tolkin był? O tym się przekonam, jak tylko chwycę książkę w swoje łapki. Mam duże oczekiwania!
 
 

„Pokochawszy” Jerzy Bralczyk i Lucyna Kirwil

Mistrza Bralczyka nigdy dość. Tym razem jednak nie będzie o języku polskim, a o… wszystkim. Wraz ze swoją żoną, Lucynyą Kirwil, w niedawno wydanej książce dyskutują o wszystkim… co związane z miłością. O romantycznych wyznaniach, zakochaniu i odkochaniu, kłótniach, seksie i wszystkim, co z romantyzmem związane. Nie skupiają się na języku, a na emocjach. Znów – dużo dobrych recenzji o wyżej wymienionej pozycji czytałam, mam nadzieję, że i tym razem się nie zawiodę.
 

„Dizajn na co dzień”, Don Norman

Ta książka to wina Marcina Wichy i programów na Netflixie. O tym, od czego zależy to jak dany przedmiot jest zaprojektowany, kiedy spełnia oczekiwania użytkowników, a kiedy jedynie artysta się przy nim spełnia, co nie przekłada się na zupełnie: nic. Autor, Donald Norman, amerykański psycholog kognitywny i projektant w swojej książce opowiada o tym, na czym polega funkcjonalność projektowania i na czym opierają się relacje ludzi z przedmiotami. Och, well, wpadłam jak śliwka w kompot.
 

„Pypcie na języku” Michał Rusinek

Dawno czyhałam na tą książkę i co prawda mogłam ją kupić wcześniej, ale do pewnego momentu wydawało mi się, że nie będę miała czego kupić na targach, to ją sobie wtedy zgarnę. „Pypcie na języku” to zbiór anegdot wziętych z życia autora, dotyczących niefortunnie użytego słowa (np. Awaria toalety. Prosimy załatwiać się na własną rękę). Nie są one może jakieś ambitne, ale czy cały czas trzeba czytać ambitne powieści? Opisane historie (to już biorę z opisu książki) są obrazkami naszej codzienności wplecionej w język i języka, wplecionego w codzienność. Mam nadzieję, że nie tylko opis brzmi zachęcająco. Czuję głęboko, że mi się spodoba.
 
 

 „Kobiety” Charles Bukowski

Mój związek z Charlesem Bukowskim jest dosyć skomplikowany. Kiedyś, parę lat temu przeczytałam (zwiedziona promocją) Szmirę i książka tak bardzo mi się nie spodobała, ale to tak bardzo, że nie dokończyłam jej czytać, odłożyłam na półkę i próbowałam zapomnieć o tym, co czytałam. Tymczasem na Instagramie parę osób zaczęło dodawać wyrywki z Kobiet właśnie i pomyślałam, że to ten czas by przekonać się o tym, jak z panem Bukowskim się dogaduję, jeszcze raz.  Pierwsze zdania tej książki brzmią: „Miałem pięćdziesiątkę na karku i od czterech lat nie byłem w łóżku z kobietą. Nie miałem żadnych przyjaciółek. Kobiety widywałem jedynie na ulicy lub w innych miejscach publicznych, lecz patrzyłem na nie bez pożądania, z poczuciem, że nic z tego nie będzie. Onanizowałem się regularnie, ale bez myśli o jakimkolwiek związku z kobietą – nawet nie opartym na seksie – była mi obca”. Liczę, że cytaty, które widziałam i które zachęciły mnie do ponownego spotkania, mnie nie rozczarują.
 

„Trupia Farma. Nowe śledztwa” William Bass

Tutaj pisałam o pierwszej części „Trupiej Farmy”. Niedługo po tym dowiedziałam się, że hej, będzie kolejna książka i ty ją człowieku musisz znać, mieć – no nie ma innej możliwości. W „Nowych śledztwach” autor przedstawi nam kolejne sprawy, w których brał udział, odkryje przed nami kolejne karty swojej farmy i jeszcze bardziej wprowadzi swoich czytelników w osłupienie. Na to liczę!!
 

„Wywracanie kultury. O dandysach, hipsterach i mutantach” Rafał Księżyk

Niezbyt dużo wiem o tej książce. Spodobał mi się tytuł, opis trochę przypominał książki, które czytałam na studiach ale z racji, że je już skończyłam, chęć na takie „trudne” rzeczy powoli powraca. Według opisu, „błyskotliwy esej, którego bohaterowie na szok nowoczesności odpowiadają szykiem. Księżyk nawiguje swą książką po luce między dyskursem humanistycznym a popkulturową mitologią i próbuje przyjrzeć się tradycji i użyteczności takich zjawisk jak sztuka drażnienia, mit błyskawiczny, narcyzm kompensacyjny” i tym podobne. No, to naprawdę brzmi jak książka, z której później będzie się pisało kolokwium. Co za ulga, że ja nie będę!
 
 
Nie miałam pojęcia, że tak przepadnę. Myśląc o zbliżających się wielkimi krokami targach zastanawiam się, czy najlepszym wyjściem nie będzie wzięcie na nie… swojej walizki. Żeby to wszystko jakoś utachać, oczywiście, bo coś podejrzewam, że może być trudno 😉
 
Wybieracie się na targi? Jakie są wasze październikowo-jesienne plany czytelnicze? Podzielcie się swoimi typami, może i ja znajdę w nich coś dla siebie.
 

Dzień Blogów 2018 – 3 blogi, które powinieneś znać

Posted on - in okołoksiążkowe
 
Dzień Bloga. Czyli wszystkich tych wariatów, którzy widzą sens w siedzeniu przed komputerem, stukaniu w klawiaturę i cieszeniem się, jeśli ktoś to jeszcze przeczyta. Rok temu, w tym poście, poleciłam Wam trzy blogi, które czytałam. W tym roku wybór był równie trudny, co kiedyś. Z prostej przyczyny. Dużo osób czytam, dużo obserwuję i wyłonienie tej trójki wartej uwagi… Jest trudne. Niemożliwe.   Tymczasem 😉
 
 

AniaMaluje

 
Anię „poznałam” na Instagramie. Weszłam w losowe relacje, obejrzałam kilka(naście) po czym zdecydowałam się zaobserwować ten profil. Chwilę później Ania dała odnośnik do jakiegoś swojego postu, weszłam… przepadłam. Bo poznałam… normalną dziewczynę, która mówi to, co ma na myśli bez bawienia się w jakieś metafory. Przez pryzmat tego, co publikuje na swoich kanałach odnoszę wrażenie, że jest bardzo fajną, spokojną kochaną osóbką. Na pewno poinformuje cię o tym, gdzie kupić najlepszy boczuś (<3 ) albo powie, że na prosecco nigdy nie jest za wcześnie. Dla takiego internetu nic nie robiłam 🖤
 
 

PigOut

 
PigOuta poznałam poprzez Facebooka. Wyskoczył mi jeden post, drugi, a że jakoś bardzo lubuję się w długich tekstach wszędzie, weszłam w profil, zobaczyłam: o, blog, i znów historia się powtarza. Przepadłam. Morze ironii, tony dobrego humoru i mówienia „w punkt”. Nawet jeśli mówimy o odejściu Janowskiego z „Jaka to melodia” czy porażce polskich piłkarzy w tegorocznym Mundialu. PigOut nawet jak o dzieciach pisze, to chce się to czytać. A to już jest jakaś rekomendacja!
 
 
 

Zwierz Popkulturalny

 
Jeśli jesteś kulturalnym świrem, nie omijasz żadnej kinowej premiery a seriale zajadasz jeden za drugim, blog Zwierza to idealne miejsce dla ciebie. Nawet jeśli jesteś grammar nazi i brak przecinków i jakiejkolwiek interpunkcji razi cię po oczach (idzie się przyzwyczaić). Zwierzu trafia zawsze w punkt, nawet jeśli robi to „przypadkiem” i „niespecjalnie”.
 
 
To moją trójkę już znacie. A Wy kogo czytacie? 🙂
 
 

w sierpniu

Posted on - in okołoksiążkowe
 
 
Nadeszło nieuniknione. Koniec sierpnia przynajmniej w moim odczuciu jest równoznaczny z nadejściem jesieni. Nie lubię jej. Chociaż jest ona idealną wymówką do słuchania Korteza, bo przecież kiedy deszcz za oknem, nie da się inaczej.
 

CO OBEJRZAŁAM

 
 
Wszystkim wyszłoby na dobre, gdybym przestała oglądać w kółko Żonę Idealną. Znam to przecież na pamięć, z zamkniętymi oczami wyduszę każdą kwestię każdego bohatera. Nie stanowi to dla mnie problemu by oglądać to po raz kolejny. Byłam jednak w szpitalu, a wcześniej jakoś niezbyt wybitnie szło mi czytanie, więc trochę tego obejrzałam, choćby urywkami.
 
Kiedyś miałam fazę na programy kulinarne. Wciągałam wszystko, co było do obejrzenia, pałaszując czipsy i różne inne smakołyki, no bo przecież od patrzenia na te idealne potrawy to głód ściskał mi żołądek. Nawet jeśli nie przepadam za deserami, to jak ktoś robił wielopiętrowy tort, to po prostu ciekła mi ślinka.  Tymczasem przyszedł sierpień i jakby trochę się w tym przebranżowiłam. Postawiłam na dokumenty wnętrzarskie.
 
„Amazing interiors” gdzie poznajemy ekscentrycznych właścicieli różnych posiadłości i dopiero od nich uczymy się, że nie istnieje coś takiego jak nuda (jest przereklamowana). Czy to kolejka górska w ogródku, a może ogromne wielkie akwarium zajmujące pół domu? Czemu nie! Im więcej się dzieje, im więcej faktur, kolorów i różności – tym lepiej! Po obejrzeniu kilku odcinków zawsze dochodzę do wniosku, że wolę jednak te biele i szarości.
 
„The World’s Most Extraordinary Homes” Ojacie kręcę w tym to się zakochałam na maksa, a to dlatego, że po tym przepychu z poprzedniego serialu tutaj doznajemy zupełnie innych odczuć. Super charyzmatyczni prowadzący oprowadzają nas po najciekawszych domach na całym świecie. Czy mowa o słonecznej i upalnej Hiszpanii czy o Norwegii i domie schowanym między skałami. Domy, które widzimy, rzeczywiście są „extraordinary”. Schowane w koronach drzew, współpracujące z otaczającym środowiskiem. Dom w wodzie, w górach, w drzewach, taki do którego by się dostać trzeba jechać kolejką. Nie idzie oderwać wzroku.
 

„Rentowna renowacja” Bo czasem zdarza się tak, że włożone w coś pieniądze się nie zwracają. Jak dostosować mieszkanie, łódkę czy dom do tego, by ktoś to chciał kupić? Na odsiecz przychodzi Genevieve Gorder i ekspert od nieruchomości Peter Lorimer którzy pokazują jak zmienić domy i mieszkania na wynajem w maszynki do zarabiania pieniędzy. Znów – ładne domy, piękne wnętrza, niezbyt przesadzone a jednak miłe dla oka. Może ja się pomyliłam co do wybranego zawodu?

Zaczęłam oglądać również „Hannibala” i „Dextera”, ale po jednym odcinku jednego i drugiego wymiękłam. Nie mówię stanowczego nie, ale… może innym razem.
 
 
 
Będąc w szpitalu zaczęłam oglądać „Sharp Objects”, jestem obecnie na trzecim odcinku i pewnie dokończę, z czystej ciekawości, chociaż  nie czuje się porwana. Może taki a nie inny odbiór serialu jest winą otoczenia, sprawdzę to. Jakby ktoś nie wiedział, serial opowiada losy dziennikarki, która wraca w rodzinne strony aby opisać zagadkę śmierci dwóch dziewczynek. Chociaż dużo naczytałam się o tym, że Amy Adams tam nie pasuje, sądzę zupełnie na odwrót. Jej bohaterka zmaga się z wieloma problemami, jest trochę ostrożna w kontakcie z innymi a jednak ją polubiłam. Muszę dooglądać, koniecznie.
 
Ostatnią rzeczą jaką widziałam (nie licząc milionowego rewatchu „Przyjaciół”) był film „Do wszystkich chłopców, których kochałam”. Książka mi się podobała. Nie przeczytałabym jej pewnie drugi raz. Z czystej ciekawości włączyła film… I serio nie rozumiem tych wszystkich zachwytów. W sensie, okej oglądało mi się to przyjemnie, ale żeby się zachwycać, oglądać kilka razy pod rząd – niekoniecznie. Możliwe, że wyrosłam z takich „komedii romantycznych”. Nie mówię jednak, że jest to zły film, bo jest przyjemny, fajni bohaterowie, aktorzy, muzyka – to wszystko tworzy jakiś obraz. Wywołuje jakieś emocje. Nie czuję się jednak zakochana.
 

CO PRZECZYTAŁAM

 
 
„Pejzaż nocnych rozmów” przeczytałam i jestem przerażona naiwnością, jaka wynika z każdej kolejnej strony książki. Główna bohaterka Danuta jest dziennikarką radiową,  która prowadzi nocną audycję w trakcie której rozmawia ze swoimi odbiorcami. W splocie dziwnych przypadków które nie mieszczą mi się w głowie zaczyna się opiekować kilkuletnią dziewczynką, córką rzekomo jej siostry. Tarapaty, w jakie wpada, problemy, jakie z tego wynikają i naiwność, którą się Danuta cechuje sprawiły, że przewracałam te strony za stronami i pukałam się w czoło. Krótka lektura; spodziewałam się czegoś treściowego, dostałam…. Nie wiem, co.
 
„Ogrodnik” Agnieszki Płoszaj. Na początku byłam na tak, podobały mi się te uwspółcześnione rozmowy między bohaterami, były realne, prawdziwe, mogłyby odbywać się między normalnymi ludźmi.  Wraz z biegiem akcji coraz częściej czułam zażenowanie zamiast obiecanego napięcia, a ta cała kryminalna historia wydała mi się być jakaś naciągana. Julia wpada w kłopoty a jej partner, Tomek prowadzi trudne i zobowiązujące śledztwo. Nie podobało mi się, trochę czuję zawód.
 
„A ja żem jej powiedziała…” ale to już było chwilę  temu a najwidoczniej zapomniałam tego zaznaczyć. Co tu mogę powiedzieć. Boska Nosowska – tyle w temacie. Książka, książeczka nie odkrywa może niczego nowego, ale czy też tego od niej wymagamy? Odniesienia do przeszłości, bycia mamą, do małżeństwa, pierwszych miłości. Do zespołu, muzyki i wspomnień. Wciągnęłam w krótką podróż samochodem. Po skończeniu czułam niedosyt, że tak szybko i dlaczego nie więcej i mocniej? Krótkie myśli przewodnie zaczynające każdy „rozdzialik” są mistrzostwem (co pewnie widzieliście już na Instagramie). Polecam każdemu. Pani Kasiu, a może jakaś druga część? 😊
 
 W szpitalu udało mi się przeczytać dwie książki, które specjalnie na tą okazję nabyłam, jednak napiszę o nich wkrótce bo sądzę, że zasługują na większą uwagę.
 

CO W PLANACH

Tak się jakoś zawsze składa, że jesień obfituje w same dobre rzeczy.
 
 
  • Czwarty sezon BoJack Horseman – 14 września
  • Premiera ósmej części przygód Chyłki i Zordona „Kontratyp” – 19 września
  • Serial „Ślepnąc od świateł” na podstawie scenariusza Jakuba Żulczyka – HBO
  • Serial „Nielegalni” – Canal +
  • Premiera szóstego sezonu „House of Cards” – 2 listopada, Netflix
 
Nie musicie dziękować. Jak mam marnować swoje życie, milej będzie to robić w towarzystwie 😊  Może ta jesień jednak nie będzie tak bardzo zła.
 
Apropo. Widzę się może z kimś na Kortezie w Krakowie?